To tylko wiatr
produkcja: Francja, Niemcy, Węgry, 2012
premiera: 16 lutego 2012
gatunek: Dramat
reżyseria: Bence Fliegauf
język: polski lektor
Sześć osób (w tym pięcioletni chłopiec) zostało zamordowanych w serii nacjonalistycznych ataków na Romskie osady na Węgrzech, pomiędzy latem 2008 a 2009 roku. Pięć innych odniosło ciężkie obrażenia. Sprawcy używali karabinów i koktajli mołotowa, w relacjach powtarza się sformułowanie, że strzelali do ludzi „jak do zwierząt”. W zeszłym roku rozpoczął się proces podejrzanych.
„To tylko wiatr” ma klimat dusznego, złego snu, z którego i widzowie, i bohaterowie (romska rodzina) nie mogą się obudzić. Węgierski reżyser z wyczuciem buduje w swoim filmie atmosferę osaczenia i terroru. Od świtu do nocy, kamera „śledzi” kilka osób, jest tuż za ich plecami, niczym niewidzialny prześladowca, którego bliską obecność się przeczuwa.
Jest piękny słoneczny, letni dzień. Choć wczoraj w okolicy dosżło do zabójstwa, Mari (Katalin Toldi, podobnie jak reszta obsady – po raz pierwszy na ekranie), jak co dzień wstaje o świcie, szykuje jedzenie, wychodzi do pracy – do południa będzie sprzątać przydrożne rowy, po południu szkolne korytarze. Po niej budzi się i zbiera do szkoły nastoletnia Anna (świetna Gyongyi Lendvai). Młodszy brat Anny, Rio też wybiega z domu (Lajos Sarkany), choć akurat dziś zamierza opuścić lekcje. W chałupie zostaje schorowany dziadek (Gyorgy Toldi).
Fliegaufa interesują emocje i punkt widzenia potencjalnych ofiar, „zwierzyny”, na którą w okolicy trwa „polowanie”. Niemal każdy dźwięk, każdy szelest budzi gwałtowny niepokój, widok przejeżdżającego wolno auta wywołuje strach. Nie wiemy kto i dlaczego strzela do Romów, reżyser (i zarazem autor scenariusza, muzyki i scenografii) pokazuje jednak napięcie, które jest stałym elementem życia romskiej społeczności. Prymitywne zaczepki, drobne szykany, upokorzenia – to codzienność rodziny Mari i jej sąsiadów.
Intensywny w obrazach, esencjonalny, skupiony „To tylko wiatr” nie uwodzi romską egzotyką, ani nie epatuje obrazami cygańskiej nędzy. Pokazuje ludzi żyjących na obrzeżach; na granicy kultur i społeczności, która w ich wypadku bywa też granicą życia i śmierci. (www.transatlantyk.org)