Import/Export
kraj: Austria
rok produkcji: 2007
gatunek: Dramat
reżyseria: Ulrich Seidl
czas trwania: 135 minuty
język: polskie napisy
Historia bezrobotnej Olgi – ukraińskiej pielęgniarki, opuszczającej swój kraj w poszukiwaniu pracy. W Wiedniu spotyka Paula – również bezrobotnego i pragnącego zmienić coś w swoim życiu…
Import/Eksport kontrowersyjnego, austriackiego reżysera Ulricha Seidla mówi o seksie, śmierci, życiu i bezradności, zwycięzcach i przegranych. Nie jest to jednak zwyczajna, wzruszająca opowieść, ale mocna rzecz, która została zrealizowana, by wstrząsnąć widzem, wyrwać go z letargu. Pokazać świat, jaki naprawdę istnieje. Jednak, aby go zobaczyć, trzeba wyzbyć się własnych przyzwyczajeń i mechanizmów obronnych.
Film o poszukiwaniu siebie, mrocznej seksualności, samotności i śmierci. Film otrzymał wiele nominacji do prestiżowych nagród na międzynarodowych festiwalach. Był pokazywany w konkursie w Cannes, i zgłoszony do nagrody Hollywood World Award.
Import/Export to przykry i okrutny film. Może nawet bezlitosny. Ale bez wątpienia mistrzowski! Reżyser przygląda się zrozpaczonym, szamocącym się bohaterom to spojrzenie nie dziwi, bo jest właściwe całej pracy Siedla. A jednak nie jest ono ani epatowaniem, ani zabawą ludzką nędzą. Sięga o wiele głębiej, chce przekazać o wiele więcej. Rozpacz jest dominantą tego wybitnego filmu. – Russell Edwards, Variety
———————————–
Kolejny po „Upałach” obraz odczłowieczonego świata według Ulricha Seidla, oryginalnego ucznia Michaela Hanekego – zderzenie ukraińskiej biedy z austriacką bezdusznością.
Olga (Ekateryna Rak) codziennie bladym świtem wychodzi z brzydkiego, pozbawionego prądu mrówkowca żeby – przedzierając się przez śnieżne zaspy, fabryczne śmietniki i kolejowe tory – dotrzeć do szpitala, w którym pracuje. Jest pielęgniarką, mieszka na Ukrainie, mieszkanie dzieli z matką i kilkuletnią córką. Kiedy po raz kolejny odbiera śmiesznie małą pensję, coś w niej pęka. Zaczyna starać się o wyjazd na zachód, przez chwilę próbuje sił w internetowym peep-show, gdzie na polecenie mężczyzn z innej półkuli wypina pośladki do kamery. Wreszcie udaje jej się wyjechać do Austrii, gdzie najpierw sprząta w jednym z mieszczańskich domów z równo przyciętym trawnikiem, a później zostaje salową w hospicjum. Pozujący na macho Paul (Paul Hofmann) mieszka na robotniczym austriackim osiedlu. Należy do tej części społeczeństwa, której się nie powiodło. Poniża go ojczym, upokarza pracodawca, wreszcie – rzuca dziewczyna. Zdesperowany, wraz z ojczymem Michaelem (Michael Thomas) rusza na wschód, żeby sprzedawać tam automaty do gry, które w „lepszym”, austriackim świecie zostały wycofane z użytku. W betonowym, gigantycznym bloku – podobnym do tego, w którym mieszka Olga – sprowokowany przez Michaela przechodzi próbę odwagi (trafia do meliny gangu handlującego kobietami). W motelu jest milczącym świadkiem seksualnych zabaw ojczyma z prostytutką. Kiedy z zamkniętymi oczami, nieobecny tańczy samotnie w barze, wydaje się, że na chwilę wymknął się temu zepsuciu świata, które na wschodzie i zachodzie może być takie samo.
O ULRICHU SEIDLU mówi się czasem, że to najbłyskotliwszy uczeń Michaela Hanekego i genialnego austriackiego dramaturga Thomasa Bernharda. I Bernhard i Haneke w swoim ojczystym kraju nazywani bywają Nestbeschmutzer – czyli „kalający własne gniazdo” (ostatnią wolą Bernharda był zresztą zakaz wystawiania jego sztuk na terenie Austrii). Podobna etykietkę Austriacy przyczepiają Seidlowi, który w swoim bezkompromisowym kinie demaskuje narodowy cynizm, pustkę, nieautentyczność i okrucieństwo. Pracodawczyni Olgi zwalnia ją, kiedy widzi, że za bardzo do „Ukrainki” przywiązały się jej dzieci („mogę cię zatrudnić i mogę cię zwolnić, kiedy chcę – tak właśnie jest w tym kraju”). Pielęgniarka w szpitalu z zazdrości zabrania jej dotykać chorych – bo jest tam tylko sprzątaczką. Jeśli w tym świecie może nawiązać się jakaś bliskość, to tylko ze strony dzieci i starców – tych, którzy są jeszcze lub już poza systemem.
Pokazywany w konkursie głównym w Cannes „Import/Export” powstawał w ekstremalnych warunkach. Na Ukrainie ekipa pracowała przy trzydziestostopniowym mrozie, w Austrii – wśród umierających w hospicjum. „Ekstremalne warunki rzadko kiedy mnie odstraszają. Uważam, ze głębokie i wstrząsające sceny mogą powstać tylko w odpowiednich dla nich warunkach, choćby te były wyczerpujące i straszne. Bez tego autentyzmu przy realizacji nie osiągnie się końcowego, najważniejszego efektu. Prawdy” – mówił reżyser. Seidl daleki jest jednak od prostego szokowania naturalizmem czy upajania się beznadzieją. W tym odczłowieczonym, łaknącym byle jakiego erzacu świecie, szuka przecież śladów dobra.
Przeczytaj:
„Import/ export” poniżenia: o filmie Ulricha Seidla