Polak potrzebny od zaraz
rok produkcji: 2007
produkcja: Hiszpania, Niemcy, Polska, Wielka Brytania, Włochy
reżyseria: Ken Loach
scenariusz: Paul Laverty
gatunek: Dramat
czas trwania: 96 minut
Główna bohaterka, trzydziestoletnia Angielka Angie, zatrudniona jest w agencji szukającej tanich pracowników z krajów takich jak: Brazylia, Afganistan, Iran czy Polska dla przedsiębiorstw brytyjskich. Po kłótni z szefem razem z przyjaciółką zakłada własną firmę. Zbiera oferty, korzystając z laptopa i kilku telefonów komórkowych. Biznes rozrasta się, ale okazuje się, że prawdziwe zyski może przynosić dopiero wtedy, gdy dziewczyny złamią prawo.
„It’s a Free World” w tonie przewrotnej, gorzkiej komedii opowiada nie tyle o imigrantach, co o brytyjskim dzikim rynku pracy, o skorumpowanej i tolerowanej eksploatacji siły roboczej, współczesnej odmianie handlu żywym towarem.
Angie działa w szarej strefie – bez koncesji, bez podatków. Mówi sobie: legalizacja później. Najpierw trzeba się dorobić, odbić sobie straty, odłożyć na przyszłość – ma przecież dziecko u dziadków. Handel siłą roboczą to świetny interes.Robotnikom z Trzeciego Świata, którzy nie mają papierów, Angie załatwia fałszywe paszporty. Znajomy chętnie zatrudni nielegalnych. Zapłata, która ich urządza, dla niego jest czystym zyskiem. Mamy do czynienia z modelowym wyzyskiem, jak z początków kapitalizmu. Urząd patrzy na to wszystko przez palce. Jeżeli coś grozi, to najwyżej zarobienie pięścią od pracowników, którzy zorientują się w skali przekrętu.
Swoich klientów – Jugosłowian, Portugalczyków, Irańczyków, także Polaków – Angie i jej wspólniczka Rose upychają na nielegalnych kempingach. Gdy dzielą się ściągniętymi od nich pieniędzmi za komorne, następuje taki dialog:
– Ile tego jest?
– 25 tysięcy z 15 mieszkań. Może im coś odpalić, mamy kupę forsy? – pyta Rose.
– Chcesz, to zapłać z własnej kieszeni – mówi Angie. – Ja mam to gdzieś. To jest wolny świat!
Stąd wziął się ironiczny tytuł filmu, który pierwotnie miał się nazywać „Nasze czasy”. Loach, jego scenarzysta Laverty, a może aktorka Kierston Wareing podchwycili zwrot o przekręconym znaczeniu. W potocznym żargonie „to jest wolny świat” znaczy tyle co „mam to gdzieś”: radź sobie sam, odczep się, ja walczę o swoje, nie muszę się o ciebie troszczyć – to jest wolny świat! W takim świecie nie ma miejsca na solidarność. Solidarny jest dla niej ten, kto pomaga w przekrętach.
Program, który Loach realizuje w swoich filmach z wyjątkową konsekwencją od ponad 30 lat, polega na tym, żeby być wiernym rzeczywistości, brać sytuacje i bohaterów wprost z życia, a zarazem nie przyznawać życiu racji. Realizm Loacha prowadzi do niezgody na życie, jakie jest. Przyświeca mu zasada Orwella, który przeciwstawiał się rozpowszechnionemu nawykowi „nieprotestowania przeciwko złu, któremu nie potrafimy zaradzić”. Ken Loach, podobnie jak Orwell, pozwala sobie na krytykę i protest.
Ken Loach: Polak potrzebny od zaraz (recenzja oraz wywiad)