Manifest

Naszym celem jest zapewnienie dostępu do ciekawych oraz unikatowych filmów wszystkim zainteresowanym. Strona ma charakter niekomercyjny i nie pobieramy od nikogo żadnych opłat. Wychodzimy naprzeciw zapotrzebowaniom, ponieważ obecnie panuje deficyt stron internetowych z ciekawymi filmami.

Mimo likwidacji Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk w 1989 roku w Polsce nadal dochodzi do ograniczania swobód obywatelskich w zakresie wolności wyrażania poglądów i twórczości artystycznej. Zmieniła się forma: miejsce oficjalnej cenzury prewencyjnej zajęła nieoficjalna cenzura represyjna, posługująca się naciskiem ekonomicznym, prawnym lub administracyjnym do tłumienia, zatrzymywania eliminowania tych dzieł sztuki i wypowiedzi, które nie są zgodne z ideologią polityczną, normami obyczajowymi, doktrynami religijnymi bądź polityką korporacyjną.

Korzystamy z wolności korzystania z dóbr kultury, które są prawem człowieka zapisanym w Powszechnej Deklaracji: "Każdy człowiek ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym swojej społeczności, do korzystania ze zdobyczy kultury, do uczestniczenia w postępie nauki i do korzystania z jej dobrodziejstw".

Inicjatywa jest całkowicie niekomercyjna, nie przynosi dochodów, nie wyświetlamy dla Was reklam - w imię dobra społecznego.

 

Diaz

Diazreż. Daniele Vicari
kraj: Włochy, Rumunia, Francja
rok produkcji: 2012
czas trwania: 127 min.
język: polski lektor

„Diaz: Don’t Clean up this Blood” to włoski dramat w reżyserii Daniele Vicari opowiadający o demonstracjach podczas szczytu państw G8 w Genui w 2001 r. Diaz to nazwa szkoły, która pełniła funkcję centrum niezależnych dziennikarzy i noclegowni dla uczestników demonstracji. W noc z 20/21 lipca 2001 roku stała się ona areną bestialskiego najazdu oddziału policji, którzy dosłownie zmasakrowali 93 śpiące tam osoby.

Po wielkich mobilizacjach społecznych przeciwko poprzednim szczytom G8, zainaugurowanym w Seattle w 1999 r., szefowie policji włoskiej wyprowadzili na ulice prawie 25 tys. funkcjonariuszy, nie licząc agentów wywiadu, których liczba pozostaje nieznana. W ciągu tygodni poprzedzających szczyt genueński większość mediów (nie wyłączając polskich) prezentowała przyszłych demonstrantów jako zdolnych do wszystkiego wywrotowców – zdolnych nawet do rzucania w policję workami z krwią zarażoną wirusem HIV…

To miała być apokalipsa. Czerwona strefa wokół portu, gdzie odbywał się szczyt, została otoczona trzymetrowym murem. Połowa mieszkańców Genui opuściła miasto, zamknięto trzy czwarte sklepów i dworce kolejowe, władze opróżniły miejskie więzienia i jedną kostnicę „na użytek” manifestantów. Do miasta ściągnięto kilka tysięcy żołnierzy i baterie rakiet przeciwlotniczych. Zapanowała psychoza strachu, nakręcana przez media i prawicowy rząd Silvio Berlusconiego.

Taki kontekst wywarł wpływ na przygotowanie psychologiczne policjantów. Większość z nich dobrano pod kątem gotowości do udzielenia „nauczki” tłumowi, który odważy się rzucić wyzwanie 8 największym mocarstwom światowym. Minister spraw wewnętrznych Claudio Scajola, obiecał policjantom, że będą „kryci”, jeśli podczas starć z demonstrantami dojdzie z ich strony do nadużyć.

Bezpośredni nadzór nad operacją policyjną sprawował ówczesny wicepremier, były przywódca postfaszystowskiego Sojuszu Narodowego Gianfranco Fini, był on obecny w sali dowodzenia genueńskiej prefektury policji podczas pacyfikacji demonstracji.

W demonstracjach wzięło udział ok. 300 tys. osób. Już pierwszego dnia policja przypuściła atak na demonstrację związków zawodowych COBAS. W trakcie starć 23-letni genueńczyk Carlo Giuliani, został zastrzelony przez policjanta. Policja próbowała upozorować wypadek, ciało zabitego zostało przejechane kilkakrotnie przez samochód policyjny, a głowa rozbita kamieniem, który został położony obok, aby upozorować, że demonstrant był ofiarą przypadkowego ciosu. Plany policji pokrzyżował fotograf, który uwiecznił moment zabójstwa.

W całym mieście odbywało się polowanie na demonstrantów, każdy kto wpadł w ręce policji był bity do nieprzytomności, oficjalnie 560 demonstrantów zostało hospitalizowanych, wielu z nich pozostanie kalekami do końca życia. Zatrzymani demonstranci byli przewożeni do koszar policji, gdzie poddawano ich torturom.

Amnesty International stwierdziła, że był to „najpoważniejszy zamach na prawa demokratyczne w kraju zachodnim od zakończenia II wojny światowej”.

Daniele Vicari odpowiadając na pytanie o to kiedy przyszedł mu do głowy pomysł nakręcenia filmu o tych wydarzeniach powiedział: „Dokładnie pamiętam ten dzień. W lipcu 2008 roku zakończyła się pierwsza część procesu w sprawie szefów policji oskarżonych o masakrę w szkole Diaz. Wszyscy podejrzani zostali uniewinnieni. W tym momencie obecni na sali uczestnicy tej rzezi i ich rodzice zaczęli krzyczeć, że ten wyrok to hańba. Najbardziej utkwiła mi w pamięci pewna Niemka, która powiedziała, że już nigdy nie postawi stopy we Włoszech. To była chwila w której poczułem ogromny wstyd za moją ojczyznę. Nie mogłem uwierzyć, że coś takiego stało się w moim kraju.”

Realizacja filmu napotykała jednak na wiele trudności, w wywiadzie udzielonym serwisowi stopklatka.pl reżyser wspomina: „Przyznaję: nie było łatwo zrobić ten film. Domenico Procacciemu, który jest teraz być może najpotężniejszym producentem we Włoszech, pierwszy raz w historii inwestorzy odmówili pomocy jeszcze zanim przeczytali scenariusz. Wielkim wytwórniom wystarczyło poznać temat filmu, żeby nas przegonić. Ta sytuacja skończyła się zresztą na tym, że zdjęcia do „Diaz: Don’t Clean up this Blood” nakręciliśmy w Rumunii.”

Może zainteresują Cię jeszcze te filmy?